Sowa "chodziła" za mną od pewnego czasu. Z resztek filcu po brochach marynarskich udało mi się jedną sklecić. Początkowo miała być broszką (kolejną), ale stwierdziłam, że już chwilowo mam ich wystarczająco. Szybko zmieniłam koncepcję i tym oto sposobem powstał miły magnes na lodówkę. Pomieszkał u mnie jeden dzień i powędrował do mojej przyjaciółki, rudej szalonej maniaczki magnesów. Już myślę o kolejnych zwierzętach do kolekcji. :-)